![]()
![]()
Kiedy
znajdziemy się w innym kraju, wśród ludzi mówiących nieznanym przez nas językiem
i kiedy nie ma blisko nas kogoś kto mógłby nam służyć za tłumacza, wówczas
czujemy się nie najlepiej. Tracimy pewność siebie, jesteśmy zdezorientowani
i zagubieni, rozglądamy się za kimś, kto by nas zrozumiał i pomógł. Kto ma
większą odwagę próbuje ratować się w takiej sytuacji i dogadać przy
pomocy odrobiny zasłyszanych gdzieś obcych słówek wspieranych obfitą
gestykulacją i podnoszonym niezauważalnie głosem. Często takie rozmowy
zaprawione są swoistym komizmem a ich skutek bywa bardzo różny, zależny
bardziej od wyobraźni i domyślności rozmówców niż używanych słów. Tak
czy inaczej zazwyczaj trudno porozumieć się, gdy się mówi różnymi językami.
Takie
trudności w porozumiewaniu się zdarzają się jednak i wśród ludzi mówiących
tym samym językiem. Ile to razy byliśmy sami świadkami czy uczestnikami
takich dyskusji, w których trudno było dojść do porozumienia, choć wydawało
się że słowa i używana składnia jest taka sama. Można się zatem nie
dogadać, choć mówi się tym samym językiem. Słyszymy później pretensje od
każdej ze stron dyskusji. A to dzieci narzekają, że ich rodzice nie rozumieją,
ci z kolei własnych pociech, że starsze pokolenie nie rozumie młodego i
odwrotnie, że syty nie rozumie głodnego, bogaty biednego a zdrowy chorego. Choć
mówimy wydawałoby się tym samym językiem.
Jest
jednak język, który rozumiemy wszyscy bez względu na wiek, wykształcenie,
kolor skóry - to język miłości. Nie potrzeba w nim wielu słów, ale
konieczna w nim zawsze odrobina serca, wrażliwości i wyobraźni. To język, którym
mówi serce.
O
tym języku serca zrozumiałym przez wszystkich, mówił Jezus w Ewangelii:
"byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony a daliście mi pić,
byłem chory a odwiedziliście mnie..." Od nauczenia się tego języka i
posługiwania się w nim w życiu zależy wartość i jakość naszego człowieczeństwa
a kiedyś i nasz ostateczny los.
Tym
językiem posługiwała się Matka Teresa z Kalkuty (kolejną rocznicę śmierci
będziemy obchodzić w tym miesiącu). Obok wiary, uniwersalny język miłości,
był jej podstawowym narzędziem, w prowadzonym dziele podziwianym przez cały
świat. Tym językiem przemawiała do swoich podopiecznych w ubogich Indiach i
do bogatych tego świata. I wszyscy ją rozumieli, wszyscy również ludzie
inaczej myślący, wychowani w innych religiach, poszukujący, niereligijni,
zagubieni i zbuntowani. Ten język konkretnych, prostych, dobrych czynów
sprawiał, bo zawsze tak czyni, że u spotykanych ludzi znikały uprzedzenia,
niechęć, poczucia osamotnienia, bezsens. Otwierał też i zapalał serca
innych, aby podobnym językiem częściej się posługiwali.
Tak czynią do dziś duchowe Córki Matki Teresy - Siostry Misjonarki Miłości.
Kiedy przed laty zaczynały pracować w moskiewskim szpitalu nie umiały jeszcze
dobrze języka. Bolały nad tym, bo wielu chorych wykazywało chęć rozmowy.
"Posługujemy się za to najpiękniejszym językiem świata - uśmiechem"
- mówi jedna z Sióstr.
Może
warto też przypomnieć, że kiedy zapytano Matkę Teresę z Kalkuty o jej
najszczęśliwszy dzień życia wspomniała wizytę Jana Pawła II w umieralni
dla trędowatych w czasie pielgrzymki do Indii w lutym 1986 roku. W czasie
odwiedzin chorych Hindusów w Domu Czystego Serca Jan Paweł nakarmił kilku
chorych, udzielił sakramentu namaszczenia, uścisnął dłonie, przycisnął do
serca. Taki jest język miłości. Zrozumiały przez wszystkich. I zawsze
przynosi szczęście.
Sztuką
zaś ciągle największą i najważniejszą jest opanowanie tego języka.
„Gdybym (bowiem) mówił językami ludzi i aniołów a miłości bym nie
miał, stał bym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.......”
(1Kor 13. 1)
![]()
![]()
Ostatnia
modyfikacja:
maj, 2003
romans@idn.org.pl
![]()